Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 190 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Butelka w glowe

sobota, 10 marca 2007 18:43

 

Nocna podroz z Mysore na Goa, po raz kolejny w Indiach, okazala sie koszmarem.
Nie chodzi tylko o fakt, ze semi-deluxe bus mial okna ktore sie otwieraly, o to ze droga w wiekszej czesci byla jednopasmowa, czesto nawet bez asfaltu, ani nawet o to, ze siedzenia byly takie, ze po 5 minutach chcialo sie reszte trasy przejechac na stojaco.
Tym razem miarke przebral jeden z pasazerow.
Z poczatku nie do konca zorientowalem sie o co chodzi. Obudzilem sie gdy Magda glosno zwrocila uwage siedzacemu za nami Hindusowi. Myslalem ze chodzi o to ze otwieral on nasze okno ktore specjalnie zamknelismy by nie sypal sie na nas kurz. Gdy jednak kilka chwil pozniej reakcja Magdy byla jeszcze bardziej ostra, otrzasnalem sie z resztek snu i zapytalem o co chodzi. Dla mnie wystarczyla informacja ze palce tego zboczenca znalazly sie na plecach Magdy. Nie namyslajac sie wiele obrocilem sie, a ze mialem w reku butelke wody mineralnej zdzielilem goscia przez leb. Dwa razy. Twardziel, nadal udawal, ze spi...( wczesniej zdzielia go tez w glowe Magda ). Chwycilem go za ramie i tak dlugo i mocno potrzasalem ze przestal udawac. Kazalem mu sie wynosic z siedzenia za nami, albo w ogole z autobusu. Przesiadl sie od razu, a ja teraz tylko zaluje, ze jednak go z tego autobusu nie wyeksmitowalem. Mialby lepsza nauczke. Niech ktos mnie jeszcze zapyta czy podoba nam sie w Indiach....

Nie wiem czy takie zachowanie wynika z faktu, ze w Indiach ilosc mezczyzn przewyzsza ilosc kobiet ( wg ostatnich danych na 1000 mezczyzn przypada 933 kobiet ). Sami sa temu jednak winni - tu caly czas uwaza sie ze corka jest nic nie warta - trzeba ja w koncu wydac za maz, wyposazyc w posag...dlatego na porzadku dziennym sa aborcje lub po prostu morderstwa nowo narodzonych dziewczynek ( a nawet i starszych ! ). Proporcje te ulegly drastycznemu pogorszeniu gdy powszechnie dostepne staly sie badania USG pozwalajace stwierdzic plec dziecka...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nowy adres bloga

sobota, 10 marca 2007 8:35

http://rooower2.bloog.pl/

Ze wzgledu na to ze konczy sie moj limit miejsca na blogu kontynuacje naszej podrozy bede opisywal na innym - link powyzej.

Przepraszam za klopot, probowalem negocjowac z wirtualna, ale mnie zignorowali, musze wiec kombinowac naokolo.

Wpisy do Jodhpur pojawia sie jeszcze tutaj, ale jak w Jodhpur wsiadziemy znow na rowery bede pisal tylko na nowym blogu.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Indyjskie refleksje 3

czwartek, 08 marca 2007 9:09
Tym razem odnosnie indyjskiej biedy i zebrania. Czy Indie sa biednym krajem ? Byc moze, ale na pewno nie sa krajem najbiedniejszym. Wprost przeciwnie - jesli moga pochwalic sie od kilku lat kilkuprocentowym wzrostem PKB, to raczej oznacza to, ze poziom zycia sie tu podnosi.
I to naprawde widac ! Wystarczy popatrzec na Hindusow zatrzymujacych sie w luksusowych hotelach, poruszajacych drogimi prywatnymi taksowkami, bawiacych sie najnowszymi modelami komorek, robiacych zdjecia najnowszymi aparatami cyfrowymi ( czesto z obiektywami o jakis profesjonalisci moga pomarzyc ! ), poubieranych w markowe ciuchy.
Rzadko kiedy jednak zdarza sie by osoba zebrajaca podeszla do nich wlasnie prosic o datek. Reka jest prawie zawsze wyciagnieta do turysty, nie do miejscowego. A jesli przez pomylke wyciagnieta jest do niego, pozostaje pusta...
Skoro wiec Hindusi nie dbaja o swoich biedniejszych rodakow dlaczego powinnismy my, obcokrajowcy ? Dlaczego indyjski rzad nie zajmie sie rozwiazywaniem tego problemu ? Moze zajety jest za bardzo ustalaniem wyzszych cen dla turystow w miejscach atrakcyjnych turystycznie.
Jest tez inny problem - kasty. Oficjalnie juz nie funkcjonuja, ale niemozliwe jest nagle wykorzenienie z mentalnosci ludzi zasad, ktore obowiazywaly przez wieki. Jesli ktos rodzi sie w gorszej kascie i wpaja mu sie od poczatku ze to zla karma, ze nie bedzie mogl nic zmienic, to taka osoba traci jakakolwiek motywacje na poprawe swojego losu i wychodzi na ulice zebrac...
DO tego potrzebne sa lata dobrej edukacji, a nie wpajania zabobonow.
A propos zabobonow - w niektorych indyjskich miastach na ulicach zaczely padac krowy. Naukowcy odkryli, ze zatruwa je jakis srodek chemiczny ktory odlozyl sie min. trawie ktora krowy te spozywaly. Nie przekonalo to jednak miejscowych rolnikow, ktorzy uwazaja, ze to sprawka czarnej magi ( wyczytalem to w lokalnej gazecie )
Patrzac na to wszystko nie moge tez pojac, dlaczego do Indii wlasnie wyjezdzaja ludzie z bardziej rozwinietych krajow by sie "oswiecic". Raczej powinno byc odwrotnie...ale kilku takich "odnowionych" spotkalismy - oczka maja tak przekrwione od "medytacji"... w "swietych" miejscach ( popularne jest np. Varanasi - w ktorym co prawda nie bylismy ale slyszelismy z opowiadan innych podroznikow ) w niektorych hotelach tworza sie komuny, gdzie wspolnie siedzi sie tygodniami palac trawke i zazywajac inne specyfiki. Oswiecenie, nie ma co...mam tylko nadzieje ze jak juz takie osoby wroca do Europy beda jednak korzystac z toalet...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Mysore

czwartek, 08 marca 2007 8:59

 

Tym razem naprawde jechalismy przez Park Narodowy...innej drogi po prostu nie bylo, ale tez i inikt nie kazal nam zadnego biletu kupowac...widzielismy chyba wiecej zwierzat niz w rezerwacie w Periyar - wlaczajac w to slonia...
Spostrzeglismy tez bialego tygrysa, hipopotama, nosorozca, zyrafy, strusie, slonie, tapiry, kobry, lemingi, papugi, bizony i wiele innych...tylko smutne jakies byly te zwierzeta - zwlaszcza goryle. Moze dlatego ze obserwowaly swiat zza krat mysorskiego zoo ?
Mysore, nie pierwszy juz raz w tym kraju, piekne z opisu, roczarowujace w rzeczywistosci.
Trafilismy na festiwal kadzidelek - a wraz z nim na wzmozona aktywnosc zlodziei ( przed czym nas na kazdym kroku ostrzegano ), zebrakow i sprzedawcow "magic mushrooms" od ktorych ciezko bylo sie opedzic.
Nasza ucieczka bylo biuro rezerwacji biletow na stacji kolejowej w ktorej musielismy spedzic prawie 3 godziny probujac zorganizowac sobie powrot do Jodhpur.
Cud, ze nam sie udalo - pasujace nam pociagi jezdzily tylko raz w tygodniu i na ogol nie bylo juz na nie miejsc...bedziemy wiec mieli jeszcze raz postoj na Goa - dwudniowy...ale moze to i dobrze ?
Nie weszlismy obejrzec glownej atrakcji - palacu maharadzy, choc nie bylo tu specjalnej turystycznej ceny. Nie chcielismy pozostawiac naszych aparatow w watpliwej przechowalni ( powiedziano nam, ze nie mozna ich wnosic, gdyz mozemy miec w nich bombe. Wnosic mozna za to komorki i inny sprzet elekroniczny... )
Na dodatek po calym, wielkim palacu trzeba chodzic na boso! a butow tez nie mozna wziac ze soba...kolejna przechowalnia...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Szybka ucieczka na polnoc

czwartek, 08 marca 2007 8:52

 

Gdy jechalismy z Aurangabadu do Sholapur wydawalo nam sie, ze jedziemy najgorszym pojazdem w Indiach. ie wiedzielismy wtedy, ze pojazdy te wykorzystywane sa na trasie Kodaikanal - Ooty...
To byl naprawde MINI-bus. Nasze dwa miejsca w kazdym innym kraju kwalifikowalyby sie na jedno, gora poltora. A mielismy jeszcze bagaze...Obok siedzen znajdowala sie stalowa pionowa rura utrudniajaca zajecie miejsca. Dlaczego zamontowano ja akurat w tym miejscu bylo dla mnie zagadka. Jej przydatnosc odkrylem dopiero w momencie, gdy na ostrych gorskich zakretach zaczalem wypadac z siedzenia...
Samo przygotowanie tego wyjazdu ( ktore odbywa sie z Kodai codziennie ) najwyrazniej przekracza mozliwosci organizacyjne miejscowych. Na autobus sprzedano bowiem za duzo biletow...w koncu do przejscia wstawiono plastikowy stolek ktory przypadl jednemu ze "szczesliwych" pasazerow...
Wyjazd tradycyjnie sie opoznil ponad godzine...z Kodai do Ooty jest niecale 300km, mielismy jechac cala noc, do piatej nad ranem...
Nie jechalismy tylu godzin - wiekszosc czasu pochlonela wymiana detki w oponie w srodku nocy.
W srodku nocy drugi kierowca zaczal zbierac jakies podpisy i pieniadze. Zapytalem na co.
- Bo tam gdzie jedziemy jest Park Narodowy i trzeba zaplacic za wstep.
Jechalismy glowna droga pomiedzy dwoma miastami - prowadzila przez Park ? Poprosilem, by obudzil mnie jak tylko dojedziemy do budki z biletami, wtedy zaplace...budki nie bylo, natomiast z tego co sie zorientowalem, pieniadze poszly na oplate drogowa ( jaka sie tu pobiera przy przekraczaniu obszarow admnistracyjnych ) tylko ze oplata ta zawsze jest zawarta w cenie biletu...

Nie spalismy wiele podczas jazdy, bylismy zmeczeni i zziebnieci - znow bylismy wysoko - ponad 1700mnpm, a w autobusie na kazdym podskoku otwieraly sie okna...spoznienie mielismy tylko godzinne...
Musielismy skorzystac tez z toalety - latwo ja bylo znalezc - z daleka widac bylo namalowany na scianie znak i cene : 1 rupii. Myslalem, ze to oplata za wc. Okazalo sie, ze dla turysty jest to reszta jaka sie mu wydaje bez wzgledu na to jaki banknot sie wreczy...
Reszte wiec wzialem sobie sam - po prostu wszedlem, lewa reka odsunalem kasjera od pieniedzy, prawa odliczylem tyle ile mi sie nalezalo. Jak zwykle byly krzyki, awantura. Przepalila mi sie lampka kontrolna wskazujaca pozostajacy we mnie limit cierpliwosci na Indie...
Samo Ooty - kiedys mala, gorska stacja zalozona przez Brytyjczykow obecnie stalo sie wypoczynkowym molochem. Pobudowano tu tyle osrodkow, ze zaslaniaja one prawie w calosci piekne panoramy dla ktorych tu sie przyjezdzalo. Planowanie przestrzenne w Indiach ? W Ooty wyglada to tak : Hindus idzie do urzedu po zezwolenie na budowe zagrody, malego domku. Na tej ziemi powstaje, wbrew prawu i wydanemu zezwoleniu, wielki moloch - hotel, centrum handlowe, etc. Wlasciciel tego kompleksu nastepnie idzie do sadu, gdzie za pomoca bakszyszu ( lapowki ) otrzymuje dokument potwierdzajacy legalnosc inwestycji... ( ta informacja na podstawie artykulu prasy lokalnej )
Weszlismy do pierwszego autobusu ktory wyjezdzal z miasta - na polnoc, do Mysore...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Indyjska wycieczka

czwartek, 08 marca 2007 8:49

 

Ze wzgledu na brak riksz wykupilismy minibusowa wycieczke po okolicy ( na treking nie mamy czasu, poza tym tu nie ma wytyczonych sciezek do spacerow, trzeba wynajac przewodnika itp. )
Program wygladal imponujaco, ale w rzeczywistosci....ponizej go zamieszczam wraz z krotkim komentarzem jak to wygladalo :
START - 9.00
O tej godzinie tylko my pojawilismy sie przy minibusie. Po dziewiatej dopiero zaczal sie napelniac, ale i tak po wiekszosc pasazerow kierowca musial podjechac do ich hoteli. Pomimo tego wielu z nich nie bylo gotowych i trzeba bylo czekac...dodam, ze oprocz nas na wycieczce byli sami Hindusi.
1. COAKER'S VIEW
Chodnik widokowy na polnocy miasta. Od centrum bylo do niego kilkanascie minut, wiec moglibysmy tam pojsc sami...widoczki na doline i gory ciekawe, ale nie rewelacyjne, zwlaszcza ze prawie wszystko bylo za mgla...
2. PAPMPAR FALLS
Jeden z okolicznych wodospadow....bez wody. Nawet sie pzry nim nie zatrzymalismy...
3. GREEN VALLEY VIEW
Punkt widokowy na zielona doline - nie bylo kompletnie nic widac ze wzgledu na coraz wyzej unoszaca sie mgle...
4. GOLF COURSE
Przejechalismy obok pola golfowego
5. UPPER LAKE VIEW
Punkt widokowy na miejskie jezioro. Byl daleko od miasta, ale nawet posrod drzew mozna bylo jezioro zauwazyc.
6. PILLAR ROCK
Pionowe, ponad stumetrowe ( liczac od podstawy ) skaly stojace bez wsparcia - cos troszke jak nasze Gory Stolowe - Szczeliniec Wielki. Nasze gory ciekawsze....
7. FOUR PILLAR ROCK
Te same skaly widziane z innej strony, z ktorej zamiast 2 widac 4...jesli mgla ustapi...i jesli w koncu otworza punkt widokowy z ktorego mozna je obejrzec - byl akurat w remoncie...
8. DEVIL'S KITCHEN ( GUNA CAVE )
Otoczone ze wszystkich stron plotem miejsce gdzie kiedys ktos popelnil samobojstwo. Nic nie widac...
9. PINE FOREST
Wielka atrakcja - las sosnowy.......jedyna roznica miedzy takimi lasami ( ktorych w Polsce mamy wiecej, ladniejszych ) bylo to, ze biegaly po nim malpy...
No i mozna bylo zrobic sobie zdjecie z pluszowym tygrysem...albo kupic wielki przysmak - marchewke...( malpy ja uwielbialy ! )
10. POWROT NA LUNCH   13.30
W programie nie bylo pnktu ktory zajal nam najwiecej czasu - zakupow. Przewodnik oczywiscie zawiozl wycieczke do kompleksu gdzie zapewne dostawal prowizje.
Siedzielismy w autobusie ponad godzine patrzac jak Hindusi rzucili sie w wir zakupow, nabywajac min. slynna tutaj czekolade domowego wyrobu. Probowalismy jej wczesniej - zawartosc czekolady w tej "czekoladzie" wynosila zero...
Zakupy skonczyly sie po trzeciej, wg programu, po godzinej przerwie na lunch, do 16.30 mielismy zobaczyc 7 innych miejsc...
Gdy autobus zawiozl wszystkich na obiad do najdrozszego hotelu w okolicy wyszlismy nie zamierzajac wycieczki kontynuowac...Hindusi tez wyszli, ale po to, by poszukac innego, tanszego miejsca na obiad...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ale to zimno !!!

poniedziałek, 05 marca 2007 15:31


Kodaikanal, podobnie jak Munnar, jest jednym z ulubionych miejsc wypoczynkowych Hindusow. Zwlaszcza latem te gorskie miasteczka sa okupowane przez tlumy, gdyz mozna tam znalezc ulge od panujacych na rowninach upalow. Sa to chyba takze najbardziej przereklamowane miejsca w Indiach...albo my juz mamy tego kraju serdecznie dosyc ?
Punkt krytyczny osiagnelismy kilkadziesiat minut temu, gdy wychodzac z autobusu musielismy walczyc z agresywnie napierajacym tlumem. Zanim ludzie wyszli z autobusu ktory dopiero wtoczyl sie na przystanek przez okna zaczeto wrzucac na siedzenia przerozne pakunki by zarezerwowac swoje miejsce. Pozniej wszyscy probowali na sile dostac sie do srodka nie baczac na wysiadajacych ludzi...przylozylismy kilku takim niecierpliwcom, zwlaszcza gdy Magda niemal nie stracila plecaka...Autobus napchal sie tak, ze ludzie wystawali z wejscia ( nie bylo drzwni ) a w srodku nie bylo miejsca by wcisnac szpilke...

Taki tlum nieco nas zaskoczyl, gdyz jadac z przeciwnego kierunku ludzi bylo znacznie mniej. Po tradycyjnym chaotycznym szukaniu autobusu w Kumily okazalo sie ze musimy przesiasc sie po 3 godzinach. Konduktor wskazal nam miejscowosc w ktorej mamy wysiasc w momencie, gdy autobus z niej wyjezdzal...
Po przesiadce do panstwowego autobusu kondutkor probowal nas oszukac - zazadal 50 rupii wiecej...wiec czekalem az dostane bilety o takiej wartosci...nie dostalem, wiec nie zaplacilem tyle ile zadal, tylko wlasciwa cene...India, incredible India....
Autobus wil sie zakretami po waskiej, praktycznie jednopasmowej drodze ponokujac 100km w ponad 4 godziny. Nie musze chyba dodawac, ze pomimo kiepskiej drogi pelnej dziur, skaly z jednej a przepasci z drugiej strony sposob jazdy pozostal indyjski...o ile pod gorke jechalismy wolno, o tyle w dol pedzilismy jak szaleni, kilka razy o maly wlos nie zderzajac sie z innymi pojazdami...dwa siedzenia przed nami wspolpasazerka zaczela wymiotowac przez okno ( nie wiem czy z wrazenia czy z podskokow ), na szczescie w pore zdazylismy zamknac nasze okno.

Dwanascie kilometrow przed miastem docelowym ( na 100km trasie ) kierowca stanal i oglosil polgodzinna przerwe. Wykorzystalem ten moment by podejsc i poprosic o scieszenie muzyki ktora wyla podczas jazdy. Facet nie uslyszal co do niego mowilem bo bylo za glosno, wiec wylaczyl radio by mnie wysluchac.
- Thank you - powiedzialem i odszedlem.
W samym Kodaikanal w ogole nie bylo riksz ! Nie bylo tez przyzwoitego zakwaterowania. Tak obskurnych hoteli za tak duze pieniadze jakie zadali nie widzialem dotychczas w Indiach. Wynajelismy pokoj od rodziny i poszlismy gonic kaczki rowerem wodnym na tutejszym sztucznym jeziorze.
Aha - miasto znajduje sie 1900mnpm i jest tu dosc zimno - znow chodzimy w polarach...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Widzielismy slonie !

poniedziałek, 05 marca 2007 15:28

W Kumily spodobal nam sie spokoj. Poza dworcem autobusowym, glowna ulica i pensjonatami nie bylo tutaj praktycznie nic. Wynajelismy maly pokoik z wieksza od niego lazienka i polozylismy sie spac liczac w koncu na spokojna noc. Ale zapomnielismy, ze jestesmy w Indiach...do pierwszej w nocy na tarasie glosne dyskusje toczyli zamieszkujacy sasiedni pokoj Hindusi. Jak tylko skonczyli ( zaraz po tym jak wyszedlem do nich w slipkach ) dyskuje pod naszym oknem rozpoczeli miejscowi. Do nich w samych majtkach wychodzic nie chcialem, wiec niewiele moglem zrobic. Ich rozmowy przeplatane byly muzyka z przenosnego magnetofonu z ktorym co jakis czas ktos spacerowal ulica. I gdy to wszysto sie skonczylo uslyszalem nie konczace sie dzwonienie. Na sasiednim podworku gospodarz zdecydowal sie gonic krowe dookola zagrody. Krowa byla od gospodarza zdecydowanie szybsza, wiec poscig trwal dlugo, o czym informowal dzwoneczek u krowiej szyi. O trzeciej w nocy prawie zasnalem, z lekkimi przerwami na ubicie komara ktory akurat przelecial mi nad uchem.

O piatej wstalismy, by zdazyc sie zebrac na pierszy rejs po jeziorze...Najciekawsza rzecza do zobaczenia w rezerwacie Periyar byl...sam rezerwat. Po znajdujacym sie na jego terenie jeziorze kilka razy w ciagu dnia organizowane sa rejsy, co daje mozliwosc zaobserwowania dzikich zwierzat.
Zanim weszlismy na statek zauwazylismy kilkunastu dzikich ludzi pchajacych sie po bilety niczym stado malp. Same malpy tymczasem spokojnie wszystko obserwowaly bujajac sie na galeziach pobliskich drzew.
Poranny rejs pozwolil nam na podgladanie ptactwa, bo duzych zwierzat widzielismy niewiele. Za to podczas ostatniego rejsu widzielismy dzikie bawoly, sarny, dziki, jelenie i w koncu...slonie !!! Niestety tylko przez 23 sekundy bo nasz kapitan najwyrazniej spieszyl sie na obiad ( bylo wpol do szostej - o 6 zamykali park ) wiec sie nawet nie zatrzymal ...Byc moze za jakis czas uda mi sie umiescic zdjecia ( jak mi Wirtualan laskawie pozwoli na zwiekszenie limitu miejsca - inaczej bede musial zalozyc nowego bloga ). Slonie to beda te czarne kropki na zielonym tle...


Wieczorem chcialem kupic whisky. Zagadniety riksiarz potwierdzil, ze w miescie jest jeden sklep z alkoholem, poprosilem wiec by nas do niego zawiozl.
- No problem, mister, but you pay for waiting time - rzekl.
- Jaki waiting time ? Wchodze, kupuje whisky i wychodze - na co czekac ?
- You will see, you will see ( zobaczysz, zobaczysz ) - upieral sie riksiarz.
Machnalem reka i kazalem jechac. W koncu nie bedzie Hindu uczyl Polaka jak sie alkohol kupuje. Kilka minut pozniej zatrzymalismy sie pod barakiem ( takim jak te w ktorych przebieraja sie robotnicy na budowach ) otoczonym przez tlum mezczyzn. Wygladalo to tak, jakby pod wieczor spragnione stado udalo sie do wodopoju.
- Mister, you pay waiting time - przypomnial riksiarz.
Machnalem reka ponownie i o suchym gardle wrocilismy do pokoju....
Nie liczylem na cicha noc, wiec sie nie zawiodlem. Dzis odbywal sie jakis karnawal, byla procesja ( prowadzil ja...slon ! ) i strzelano ze sztucznych ogni. Ognie to raczej nie byly, raczej jakis proch, a brak efektow wizualnych nadrabiano glosnoscia wybuchow...brzmialo to jak cwiczenia na poligonie....

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Pozegnanie z oceanem

sobota, 03 marca 2007 15:23

 

Ostatni dzien spedzilismy walczac z falami oraz nachalnymi sprzedawczyniami owocow na plazy.
- Mister, Madame - pineapple, coconut, watermelon ? - rozbrzmiewalo niczym echo odbijajace sie od klifow...
Policzylem, ze jakbym od kazdej kupil owoca moglbym zalozyc hurtownie....

Posrod hotelikow i restauracji sa w Varkali punkty masazu, nauka yogi oraz...punkt "kasowania" zlej karmy. Nabroiles ? Nie ma sprawy, za jedyne 10 euro specjalista pozbawi cie zlej karmy i masz sznase odrodzic sie i miec latwiejsze zycie...u nas przynajmniej rozgrzeszenie dostaje sie za darmo...

Na slowie Hindusa mozna polegac. Np. rezerwujac riksze na rano. Masz wczesny pociag, umawiasz sie, ustalasz cene i idziesz spokojnie spac, bo wiesz, ze riksza bedzie na ciebie czekac. No, chyba ze rano ktos inny zaoferuje kierowcy kilka rupii wiecej, wiec go nie zobaczysz ( ani zadnej innej rikszy w okolicy ) i mozesz sobie pociag rezerwowac od nowa...
Dzis rano cos takiego sie nam wlasnie przytrafilo - riksiarz choc czekal na kogo innego byl sklonny jechac z nami jesli zaplacimy wiecej...odmowilismy i czekala nas dluga piesza wedrowka po ciemku do miasta.
Zanim opuscilismy Varkale bylismy swiadkami dziwnej rzeczy - tlum Hindusow spacerowal szybkim krokiem po placu na szczycie klifu. Poczatkowo myslelismy, ze cala wioska schodzi rano do rzeczki zalatwic swe potrzeby, ale okazalo sie to bledna hipoteza po tym jak kilka razy minely nas te same osoby. Moze byla to forma joggingu ? Forma modlitwy ? Nie dane nam bylo sie dowiedziec...

Na pociag zdazylismy - kolejne doswiadczenie - jazda druga klasa..ale nie bylo tak zle, wagon byl napakowany, kobietom ( nawet z dziecmi ) zaden mezczyzna nie ustapil miejsca, ale przynajmniej zadnych kur nie przewozili.
Z autobusem bylo juz gorzej. Na stacji zapytalismy jednego z kilkunastu krzatajacych sie bez celu pracownikow w mundurach o wskazanie  naszego pojazdu.
- Tam - uslyszalem i podazylem wzrokiem za palcem wskazujacym. Wskazywal on na kilka identycznych stojacych obok siebie pojazdow bez okien i tablic z nazwami w j. angielskim. Widzac moja niepewnosc mezczyzna powiedzial ze nie mam sie co denerwowac, autobus zaraz podjedzie na stanowisko. Pewnie ze podjedzie, tylko co bardziej przezorni Hindusi zaczeli zajmowac miejsca w autobusach zanim zaczely one podjezdzac na peron - wiec wsiadajac na pierwszej stacji mozna juz bylo nie miec miejsca ! W koncu rozszyfrowalismy ktory pojazd jes nasz, zajelismy z bagazami potrojne siedzenie i czekalismy na odjazd.
O dziwo, konduktor nie przyjal ode mnie zaplaty za 3 miejsca, choc chcialem zaplacic dla swietego spokoju...potem autobus sie zapelnil do tego stopnia, ze ludzie w przjsciu praktycznie siedzieli mi na kolanach, taki byl scisk...
115 kilometrow do Kumily pokonalismy w 4 godziny. Wspinalismy sie po waskich gorskich sciezkach posrod zielonych plantacji herbaty na wysokosc 900mnpm.
Jutro idziemy wypatrywac sloni w Parku Narodowym...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Indyjskie refleksje 2

czwartek, 01 marca 2007 16:58

Jak czlowiek lezy na plazy i slonce mocno przygrzewa ( a czapeczki brak ) to rozne mysli zaczynaja sie po glowie kolatac. Tak sie zaczalem zastanawiac - przeciez Hindusi wierza w reinkarnacje, w odrodzenie na tej samej naszej wspolnej planecie. Dlaczego wiec tak smieca i sraja gdzie popadnie ? Chca sie jako muchy odrodzic ?

Probowalem tez zaglebic sie troche w ich religie, probowac sie polapac, zrozumiec. Niestety, jest tak skomplikowana jak zasady krykieta, a tej dyscypliny, choc probowano mi ja objasniac wiele razy nie rozumiem do dzis. Zastanawiam sie czy taki zwykly prosty tutejszy czlowiek wie, w co wierzy. Bowiem ja nie potrafilem poruszac sie w tym labiryncie bogow, bostw i ich reinkarnacji...

I jeszcze jedno - a propos indyjskiego perspektywicznego myslenia. W jednej z tutejszych gazet czytalem wywiad z jednym z hinduskich ekonomistow. Ubolewal nad faktem, ze wielkie kompanie ignoruja potrzeby konsumpcyjne biednych ludzi. Twierdzil, ze tych ludzi nalezaloby zaczac traktowac jako mini-konsumentow. Choc zyja oni tylko za kilka dolarow dziennie, za te pieniadze tez chcieliby miec dostep do dobrej klasy produktow. ( do tego momentu sie z ekonomista zgadzam ) Ekonomista postulowal, by wielkie firmy zaczely sprzedawac swe produkty w malych, jednorazowych opakowaniach, za minimalna cene. Poczatki takich dzialan da sie juz zaobserwowac - proszek do prania w miniaturowych pojedynczych torebkach sprzedawany po 1-2 rupie, podobnie z szamponem, odzywka, chipsami itd. Wszystko Ok, tylko CO ZE SMIECIAMI ? W artykula ani razu nie poruszono problemu gigantycznych, nierozkladalnych biologicznie odpadow ktore to spowoduje. Ale to juz nie jest zmartwienie ekonomisty ani producenta. Zysk jest, smieciami zajmie sie kto inny...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 21 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  92 844  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 92844

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Sport

Pytamy.pl