Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 190 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Quetta

sobota, 30 grudnia 2006 12:39

Pokoj w hotelu znalezlismy przyzwoity. Karalucha zabilem od razu by sie nie szwedal, odkurzylismy pokoj sami, a nawet, po tym jak usilnie prosilem, dostalismy czyste przescieradla ( nie mieli na stanie, musielismy czekac az wyprowadza sie inni goscie, by mogli przeprac, lub prznajmniej namoczyc woda )
Nie zdazylem zapytac czy maja przescieradla bez wielkiej dziury posrodku. O poszewki na poduszki juz sie nie pytalem. Plamy z krwi przy lazience przykrylismy dywanikiem i juz moglismy przygotowac sobie sniadanko...
Quetta po Iranie to jakby inny swiat - totalny chaos, kakofonia dzwiekow i kolorow i kontrasty - obok osiolkow luksusowe toyoty...a wzdluz ulicy przy ktorej jest nasz hotel plynie sobie jeden wielki sciek...
W koncu mamy dostep do anglojezycznej literatury - w wiekszosci nielegalnych przedrukow...ale sa ! Popularny jest Naom Chomsky - odwieczny krytyk polityki USA, ale tez pelno jest ksiazek typu : THE HISTORY OF GOD - opisujaca historie koncepcji Boga ( co jest tu nad wyraz dziwne, gdyz wytlumaczenie muzulmaninowi istote ateizmu spotyka sie z calkowitym niezrozumieniem ), oraz sceptyka Bertranda Russela. W koncu dzialaja nasze karty w bankomatach, pieniadze mozna zmienic u kazdego! a w pokoju, za ktory placimy kilka dolarow ( juz sie dowiedzielismy ze strasznie przeplacamy ) mamy tv satelitarna i ponad 150 kanalow...( wczoraj ogladalismy lige angielska, Spidermana i Titanica.... )
Zaszalelismy tez - po dlugiej drodze bez porzadnego jedzenia poszlismy do najdrozszego hotelu do restauracji. Mieli bufet - jesz ile chcesz...do wybory dwie wysmienite zupy, kurczaki z grilla, pizzai wiele innych ( min. HALEEM - rodzaj sosu na wolowinie z lentils i chlebem o nazwie ktorej nie moglem zapamietac, dobrze przprawionym ) oraz desery....( GULAB JAMAN smakowal mi najbardziej - byly to kuleczki z ciasta w cieply cukrowym syropie... )
Cala uczta kosztowala nas 4 dolary na osobe.....

Dzis bylismy na pakistanskiej poczcie. Nauczeni doswiadczeniami z Iranu poszlismy tam wczesnie rano, by po wyslaniu paczki miec cos jeszcze z dnia dla siebie...tymczasem po kilkunastu minutach bylo po wszystkim ! Najwiecej czasu zajelo zapakowanie paczki w material ( na zewnatrz poczty siedzi wielu "zaszywaczy" ), po czym w budynku poczty zostalismy obsluzeni od reki - poza kolejka. Jedno okienko, zadnej kontroli, komputerowy wydruk potwierdzenia nadania i cena nizsza niz w Iranie...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Do Pakistanu...

sobota, 30 grudnia 2006 12:36
Droga do Pakistanu to jeden wielki zawod. Zadnych kontroli przez partyzantke Baluchistanu, zadnej uzbrojonej po zeby eskorty, zadnych pytan jaki Bog jest najlepszy i dlaczego Allah.
Bylo tak bezproblemowo, ze az nudno. Zadnej ekscytacji, zadnego dreszczyka emocji, zadnej przygody...nuda............
Do Zahedanu dojechalismy przed switem i od razy znalezlismy pick-up ktory mial nas zabrac do granicy. W drodze prawie zderzylismy sie z jakims wiesniakiem przewozacym siano ktory nagle wyjechal z bocznej piaskowej drogi, ale niewiele widzialem bo przysnalem.
Po iranskiej stronie wbito nam pieczatke, po pakistanskiej prawie nie dostalismy zadnej, bo posterunek znajdowal sie w malej chatce ktora mi troche przypominala slums i minelismy ja nie zwracajac uwagi. Zatrzymal nas siedzacy na stolku przy drodze uprejmy pan nakazujac zawrocic. Mial karteczke CUSTOMS, wiec zorientowalismy sie w czym rzecz.
Celnicy zaprosili nas na pogawedke i herbatke i poprosili o wpis do ksiegi gosci ( moze byla to jakas formalna ksiega,nie wiem.... ). Chwil kilka pozniej, uciekajac przed otaczajacymi nas zewszad "hey mister, money change ?" pedalowalismy do centrum Taftan.
Pierwsze wrazenie - zadnych kobiet na ulicach, ani jednej. Wokol pelno smieci i jedno wielkie pakowanie. Z Iranu przywozono wszystko, po czym ladowano to na dachy oczekujacych na wyruszenie do Quetty autobusow. Czasem ilosci towaru byly tak ogromne, ze wysokosc autobusu zwiekszala sie prawie dwukrotnie...
Na takiej strecie bagazu wyladowaly nasze rowery i sakwy. Chwile potem na gore zaczeto wnosic wielkie butle, wydawalo mi ze z gazem...autobus stawal sie jedna wielka bomba...Kierowca na szczescie sprostowal moje podejrzenia :
- mister, this no gas, no problem !
- So what is in those containers ?
- no gas, mister, only petrol - odrzekl, rzucajac na ziemie kolejnego wypalonego papierosa.
Wyruszylismy po trzeciej. Droga, jednopasmowa w obie strony wiodla przez totalne pustkowie - wokol nie bylo nic oprocz piasku i kamieni.
Z czasem pojawial sie asfalt, a nawet drugi pas, ale bez wzgledu na nawierzchnie autobusem rzucalo na wszystkie strony. Czekalem tylko na moment, gdy oslabiona konstrukcja nie wytrzyma i caly dach zwali sie nam na glowy...ale wtedy nie byloby to juz moje zmartwienie gdyz pewnie wczesniej nastapil by wybuch calej tej benzyny ktora transportowalismy na dachu...w autobusie palil bowiem kazdy, na przemain z charkaniem i pluciem pod stopy.
Z poczatku chcialem postawic swe buty w przejsciu ( pod siedzeniami nie bylo miejsce, wszedzie byly poupychane wielkie wory z ryzem ), ale zrezygnowalem z tej idei...
Autobus byl pelen - ale w Pakistanie pelen nie oznacza, ze wszystkie siedzenia byly zajete. Kazda wolna przestrzen byla zajeta - ludzie stali, siedzieli i lezeli w przejsciu i wokol kierowcy, o ruszeniu sie czy nawet wyciagnieciu stop nie bylo mowy.
Podczas jazdy spadla nam pod siedzenie reklamowka z owocami - kilka mandarynek, bananow...i tyle ja widzielismy, zostala skonsumowana...potem czestowano nas mandarynkami, wygladaly dziwnie znajomo...
Po 16 godzinach jazdy dotarlismy do Quetty, rowniez przed switem. Bylo strasznie zimno i wiekszosc ludzi, opatulona kocami czekala w autobusie do switu. Dla nas kocy nie starczylo...Wyszedlem z autobusu gdy zaczeto go rozladowywac i wpadlem w bloto. W blocie byl caly "terminal"...a z dachu tylko dobiegal krzyk i trzeba bylo lapac swoj bagaz.
Rowery dotarly cale, ale zniszczono nam jedna sakwe. Probowalismy odzyskac czesc kasy jaka zaplacilismy za transport bagazu, ale spotkalismy sie z totalna ignorancja...nawet wzywanie policji nie zrobilo na nikim z obslugi wrazenia. W miedzyczasie nawet jeden z mezczyzn wzial sakwe i przykladal ja do ogniska twierdzac, ze przy cieplym sie wyprostuje...zdazylem podbiec i mu ja wyrwac zanim sie "wyprostowala"...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Miniaturka Bam i latajace kamienie

wtorek, 26 grudnia 2006 17:07

W Rayen znajduje sie cytadela bedaca podobienstwem Bam. Po trzesieniu ziemi ktore zniszczylo wieksza cytadele wlasnie ta w Rayen cieszy sie obecnie najwieksza popularnoscia. Wrazenie rzeczywiscie fantastyczne, a to przeciez tylko 1/4 wielkosci tej ktora byla w Bam. Unesco podobno finansuje odbudowe ale moze to potrwac nawet 20 lat....

Na ulicy dolaczyly do nas niezwykle upierdliwe i nieznosne miejscowe dzieciaki, a gdy w koncu udalo nam sie od nich oddalic, rzucili w nas duzym kamieniem. Pogonilem jednego, ale byl za daleko. Jak pomysle ze tacy jak oni dorosna i bede mieli dostep do broni nuklearnej.....

To nie pierwszy raz kiedy naprawde fajny dzien konczy sie zgrzytem, a na poludniu Iranu zaczelo sie to stawac regula, niestety. Dzis wieczorem probowal tez nas skasowac podwojnie kierowca savari, ale na to jestesmy juz uodpornieni i nie dajemy sie. W Mahan tez kolejny raz pojawily sie ceny turystyczne za wejscie do nieciekawego mauzoleum. Miejscowi nie musieli placic nic.....weszlismy na dziedziniec za darmo ( ciekawszy ponoc niz wnetrze ), zrobilismy fotki i tyle nas tam widzieli.....

Tak jak Iran zaczal sie wspaniale, konczy sie zgrzytami i poniekad cieszymy sie ze za 2 dni bedziemy w Pakistanie.....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Po Queshm....

poniedziałek, 25 grudnia 2006 15:49

Z zalem opuszczalismy wyspe. Myslelismy ze moze nawet spedzimy tam wigilie, ale musielibysmy tam zostac kolejne 2 dni a w samym Queshm niewiele jest do ogladania. Lenistwo byloby wskazane, ale stwierdzilismy ze lepiej jak poleniuchujemy w Kerman - w nowym miejscu, gdzie bedzie cos nowego.

Polowe dnia spedzilismy na dworcu autobusowym w Bander e-Abbas ootoczeni przez mnostwo dzieciakow sprzedajacych podrobki markowych zegarkow i perfum. Mowili nam ze sa z Afganistanu - byc moze sieroty, byc moze dzieci nielegalnych imigrantow starajacy sie zarobic na zycie. Byly nasza "ochrona" - gdy podszedl do nas dziwnie wygladajacy typek zadajacy pieniedzy zaraz go otoczyly i odciagnely na bok.....

W Kerman wrocilismy do naszej starej, iranskiej pogody - zimna i wstretnej mzawki.......

Pojutrze uciekamy do Zahedanu a potem - Pakistan !


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ostatni dzien jazdy wokol wyspy

poniedziałek, 25 grudnia 2006 15:42

Najciekawszym miejscem wg LPlanet miala byc wioska Laft - mala, senna, pelna tzw. windtowers ( tradycyjnie budowane wiatrolapy spelniajace funkcje naturalnej klimatyzacji ). Byla interesujaca, zwlaszcza o godzinie dwunastej, gdy praktycznie wszyscy mezczyzni ( nie wiem co sie dzialo z kobietami - nie widzielismy ich ) na zlamanie karku pedzili do meczetu by nie spoznic sie na najwazniejsza, piatkowa modlitwe. Gdy sie rozpoczela, wioska wygladala jak wymarla, slychac bylo jedynie glos mully wydobywajacy sie z glosnikow.

Dalsza droga polnocna czescia wyspy nie byla tak przyjemna jak strona poludniowa. Morze bylo daleko, krajobrazy nie tak ciekawe, droga gorsza. Rozgladalismy sie za miejscem na nocleg, ale wokol albo byly rozlewiska, albo wysypiska smieci po ktorych ganialy hordy dzikich psow. Bylismy nawet swiadkami jak taka horda rozszarpywala jednego psa. Przyspieszylismy i pokonujac 100km wrocilismy do Queshm.

W sumie dookola wyspy zrobilismy ponad 300km i byly to jedne z najprzyjemniejszych chwil jakie spedzilismy w siodelkach.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Las Mangrowy

poniedziałek, 25 grudnia 2006 15:32

Czwartego dnia naszej objazdowki dotarlismy do Tabl skad bylo odbicie do lasow Mangrowych - takiej tutejszej mini "dzungli" jak to nazywaja miejscowi. Drzewa MAngrowe sa charakterystyczne dla rejonu zatoki perskiej i rosna przy wylewach rzek do morza lub na rozlewiskach. Za pomoca osmozy sa w stanie oddzielac sol i moga rosnac w slonej wodzie. Ich obfitosc w tym rejonie byla wymarzonym rejonem dla ptactwa, ktorego bylo mnostwo.

Pozwolono nam nocowac w domku u wrot "dzungli". Byl to jednopietrowy budynek z ktorego korzystali miejscowi rybacy i hydrolodzy, mierzacy na biezaco poziom wody. W ciagu kilku godzin potrafil on zmienic sie o kilka metrow ! Gdy przyjechalismy wynosil 1 metr, a okolice wolol wygladaly jak wielkie bagniska. Wieczorem wszystko bylo zalane, a poziom wody wynosil ponad 5 metrow !

Rozwiesilimy tropik nad glowami, wskoczylismy w spiwory i zapadlismy w sen. Niedlugo pozniej obudzil mnie ruch. Otworzylem niemrawo oko  zauwazylem Go. Siedzial na ramie okna ( nie bylo szyb ) i wpatrywal sie w okolice. Ciemne male oczka przenikliwie zerkaly w przestrzen, male zabki chrobotaly nerwowo. Krol Szczurow. Przynajmniej miejscowych, tak mysle. Wkrotce do Krola dolaczylo dwoch kompanow i cala gromada zaczela przemykac wokol nas. Los naszych ugotowanych wczesniej jajek na twardo nie wygladal rozowo. Szczury biegaly po naszych sakwach, skakaly na tropik, przewracaly garnki. Ale skorupek obierac nie potrafily, jajka przetrwaly, mielismy rano sniadanie.....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wokol Queshm

poniedziałek, 25 grudnia 2006 15:19

Droga poludniowa czescia wyspy byla rozkosza. Drugi kemping rozbilimy na plazy pod mimoza i rozpalilismy sobie ognisko. NAstepnego dnia kontynuowalismy podroz szturowa droga bez asfaltu przez przepiekne okolice. Przy zachodnim cyplu znalezlismy sie na terenach gdzie rwaca, splywajaca z gor do morza woda w wielu miejscach zniszczyla male mostki i sama droge. W niektorych miejscach musielismy nawet przenosic rowery, gdyz przejazd byl niemozliwy. Grunt jest gliniasty i suchy, a deszcze jesli padaja obfite i gwaltowne. Woda nie ma gdzie wsiakac i z wielka sila splywa w dol, niszczac wszystko na swej drodze.

Trzeci kemping rozbilismy w poblizu takiego rozlewiska ( nie wygladalo na deszcz... ). Nasz blogi spokoj przerwalo trzech oslow na oslach ktorzy przejezdzali w poblizu. Ich zdziwienie nasza obecnoscia bylo tak wielkie, ze wroclili ponownie po zmroku z kolega by mu nas pokazac. Jeden z oslow na ktorych jechali zadomowil sie przy naszym ognisku. Wsadzil swoj tyl w krzaki naprzeciw namiotu i ani myslal wychodzic. Chlopaki wyciagali go z pol godziny we trojke....w koncu im sie udalo, ale poniesli straty - jednemu zapodziala sie komorka ktorej przyjechali szukac kilkadziesiat minut pozniej ( tym razem na motorach )...gdy tak szukali jednemu przewrocil sie w krzakach i zgasl motor i musieli go takze szukac....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pierwszy kemping

poniedziałek, 25 grudnia 2006 15:10

Queshm przeszdla nasze oczekiwania jesli chodzi o wrazenia estetyczne. Jechalismy wzdluz morza i cudownej plazy, mijajac palmowe oazy, co jakis czas skrecajac wglab wyspy gdzie fantastycznie uformowane gory tworzyly krajobraz bedacy polaczeniem Kapadocji z kanionem Kolorado ( na duzo mniejsza skale oczywiscie ).

Na pierwszy nocleg wybralismy skalisty cypel nad morzem. Okazalo sie, ze aluminiowe sledzie nie wbijaja sie w skale ;-), wiec namiot mocowalismy do znalezionych wokol kamieni i...rowerow. Jak na zlosc w nocy wial chyba najsilniejszy w historii wyspy wiatr od morza i nad ranem nasz namiot wygladal raczej jak duzy spiwor. Oprocz wiatru ktory lomotal naszym tropikiem grozac jego porwaniem snu nie dawaly nam dziwne odglosy wokol naszy pozostawionych przed namiotem garnkow. Jakies dzikie psy/kojoty/cokolwiek to bylo na czterech lapach probowaly dobrac sie do naszych i tak niewielkich kulinarnych pozostalosci.

Nad ranem tez spostrzeglismy ze nasz cypel ze wszystkich stron podmyty byl przez morze, a wokol kilka podobnych po prostu do morza opadlo....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Znow na rowerach...

poniedziałek, 25 grudnia 2006 15:03

Postanowilismy objechac cala wyspe. Pierwszego dnia ujechalismy niecale 15 km.

Ledwo opuscilismy miasto zatrzymalo nas stado wielbladow, ktore zaczelismy z bliska fotografowac. Pasterz dla uprzyjemnienia nam tych kilku chwil zaczal grac na fujarce ( bez glupich skojarzen, prosze ! ) 

Zatrzymalismy sie przy wydrazonych w skalach korytarzach i pokojach, podobnie jak w Kapadocji. Nie bylo zadnych budek z biletami, oplat. Miejscowi robotnicy dopiero stawiali dookola plot....

Chcielismy pojechac na przelaj przez pustynie w kierunku widocznych niedaleko gor, ale moj rower - ponownie detak znow odmowily posluszenstwa. Tym razem miarka sie przebrala - zlapalem stopa ( pick-upa - na tej wyspie nie bylo Paykanow ! ) i wrocilem do naszego hoteliku gdzie zostawilismy czesc rzeczy. Zmienilem opone na nowa - reklamowana jako nieprzebijalna. Te noc spedzilismy ponownie wsrod kobiet i ponownie ruszylismy nastepnego dnia.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Goraco....

poniedziałek, 25 grudnia 2006 14:56

W queshm byl...upal !

Miasteczko Queshm o nazwie jak wyspa wygladalo jak z zupelnie innej czesci swiata  - zaczalem zastanawiac sie czy przypadkiem przez pomylke nie trafilismy na Madagascar. Ludzie mieli ciemna, niektorzy czarna karnacje, kobiety poubierane w kolorowe stroje ( choc wiele nadal nosilo czarne czadory ) i noszace maski na twarzach, ktora, choc to dziwnie zabrzmi, przypominaly wojownikow ninja. Palilo slonce, wokol szumialo turkusowe morze, cien dawaly wszechobecne palmy. ( no, nie wszechobecne, ale bylo ich sporo )

Zatrzymalismy sie w hotelu ? w ktorym byly praktycznie same kobiety. Miotal sie tam jakis samiec, ale nie wiedzialem go dlugo. Bardziej przypominalo to zwykly dom a nie hotel - z rozmow lamanym jezykiem migowo/farsi/angielskim zrozumielismy ze sa one w jakims stopniu spokrewnione - przynajmniej czesc z nich. Wewnatrz domostwa nie byly tak skrepowane jak by sie moglo wydawac - czesc zrzucila chusty, wieczorem odbyly sie tance....nawet ja zostalem wrobiony.....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 21 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  92 861  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 92861

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl